Jesienna depresja

Jesienna depresja to zjawisko sezonowe, które dotyka coraz większa liczbę osób. Złe samopoczucie, brak energii, senność, obniżona motywacja i samoocena – to typowe objawy jesiennej depresji. Może pojawić się depresja też w okresie wiosennym, gdy organizm przez dłuższy czas pozbawiony był promieni słonecznych.

depresja sezonowa

Jesienna depresja wiąże się z tym, że jesienią i na początku zimy dni są krótsze, a nasz organizm ma problemy z dostosowaniem się do mniejszej ilości światła. Zjawisko jest szczególnie powszechne w krajach Europy Północnej.

W niektórych obszarach Skandynawii przez kilka miesięcy brakuje światła, co bardzo niekorzystnie wpływa na zegar biologiczny oraz samopoczucie. Jesienna depresja może trwać tam nawet przez większość roku.

W Polsce jesienna depresja nie jest tak powszechna, jednak dotyka wiele osób. Jesienna odmiana różni się nieco od całorocznej depresji – jej przyczyny są łatwe do zdiagnozowania a stan, w jakim znajdują się dotkniąte nią osoby, jest przejściowy./aa/

Jak radzić sobie z depresją?

Jeżeli ktoś jest chory na depresję – jak sobie radzić? Leczenie farmakologiczne trwa kilka miesięcy, w tym czasie leki powodują zanikanie przykrych dla pacjenta przeżyć i dolegliwości. Dlatego warto nauczyć się sposobów zwalczania w sobie depresji. Podstawą jest regularne przyjmowanie środka antydepresyjnego i uczestniczenie we wszystkich spotkaniach terapeutycznych. Ważne są ponadto unikanie samotności, unikanie stresu, unikanie ludzi, z którymi spotkania nie są miłe. Pozytywnie działa dzielenie dużych zadań na małe części (łatwiej wtedy osiągać sukcesy i nie zniechęcać się), obniżenie oczekiwań względem siebie, uprawianie sportu, branie udziału w wydarzeniach kulturalnych, towarzyskich, religijnych, czy sportowych, słuchanie muzyki podnoszącej na duchu, unikanie alkoholu oraz rozwijanie wiadomości o depresji.
Pacjent dobrze leczony, współpracujący z lekarzem oraz mający rozsądne wsparcie najbliższego otoczenia, najczęściej wygrywa z depresją. Niekiedy ta choroba ustępuje wolno i stopniowo. Bywa jednak też tak, że pacjent z dnia na dzień wraca do zdrowia i odzyskuje uśmiech.

Czym grozi depresja?

Depresja niesie ze sobą ryzyko, że osoba ciężko chora popełni samobójstwo. I niestety jest to zagrożenie całkiem realne. Depresja jest też jedną z przyczyn zaginięć. Chory wychodzi z domu, znika.

Depresja pogarsza bardzo jakość życia osoby chorej, znacznie ogranicza jej zdolność do pracy i nauki, jest ogromnym obciążeniem dla pacjenta. O tym, że smutek i przygnębienie nie są przeżyciami komfortowymi nie trzeba nikogo przekonywać.

Pogarszają się relacje z otoczeniem, z rodziną, z domownikami. Trzeba temu zapobiegać i te stany leczyć, ze względu na dobro osoby, która doświadcza depresji, ale też ze względu na otoczenie (rodziców, współmałżonka, dzieci).

Depresji nie należy lekceważyć także z innych przyczyn. Choroba ta może mieć szkodliwy wpływ na kondycję ciała. Depresji towarzyszą często zmiany hormonalne (np. wysokie stężenie kortyzolu we krwi może sprzyjać osteoporozie).

Nieleczona choroba często staje się mniej wrażliwa na leki. Nawroty są częstsze i bardziej nasilone. Ponadto osoby cierpiące na zaburzenia nastroju dość powszechnie nadużywają alkoholu oraz leków nasennych i uspokajających, działających negatywnie na organizm.

Jeżeli u osoby predysponowanej genetycznie wystąpiła depresja na skutek stresu, nawroty choroby mogą później pojawić się pod wpływem słabszych bodźców, o mniejszym niż poprzedni nasileniu. W takiej sytuacji wczesna interwencja medyczna może zmniejszyć prawdopodobieństwo nawrotów, czy rozwoju cięższych postaci choroby.

Dagmara

Rozważania o wierze

Depresja jest wielkim cierpieniem. Trudno je opisać. Ktoś, kto jej nie doświadczył, nie pojmie tego bólu. Jednak warto jest zobaczyć taką prawdę o naszym rozwoju, że bez cierpienia (bez tego ościenia, policzkowania przez szatana) nie jesteśmy w stanie nic w sobie zmienić. Dopiero ból każe nam szukać, próbować innych dróg.

Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"

To nie jest proste! Moja depresja na przykład mnie paraliżowała, nie byłam w stanie nic robić, nic zmieniać. Ale przychodzi taki dzień, gdy spotykamy jakiegoś człowieka, czy wpada nam w ręce lektura i wszystko zaczyna się odmieniać.

W niezwykłej książce księdza Tadeusza Dajczera „Rozważania o wierze” przeczytałam, że Pan Bóg doświadcza ciężkimi przeżyciami i cierpieniem tych, których bardzo kocha. Jakże trudno było mi się z tym pogodzić! A jednak…

Gdy patrzę na różne losy, widzę, że ludzie sukcesu, którym wszystko się udaje, daleko są od Pana Boga. On jest im zupełnie niepotrzebny. Mają swoją udaną rodzinę, dobry dom, karierę zawodową – za czym mają jeszcze tęsknić? A jednak przychodzi taki moment, że zaczynają tęsknić. Pojawia się w ich wnętrzu jakaś nieokreślona pustka. Wypełniają tę pustkę drinkami, bogatym życiem towarzyskim, wizytami w kasynie itd. A to prosta droga do uzależnienia. Koło się zamyka.

Książkę księdza Dajczera czytałam z zachwytem, wydała mi się zaczarowanym przewodnikiem po życiu. Uwielbiam ją do dzisiaj i często do niej wracam. Ale wielu moich znajomych, którym tę książkę polecałam, nie podzielało mego zachwytu. Widocznie jeszcze Pan Bóg o nich się nie upomina?!

Anna

Kobiety, które kochają za bardzo

Ta książka autorstwa Robin Norwood ukazuje genezę stanów depresyjnych, które objawiają się tak zwanym współuzależnieniem. Warto ją przeczytać. Odkrywa niezwykłe zależności emocjonalne między bliskimi sobie ludźmi, patologie oraz pokazuje drogi wyjścia z chorych zapętleń. Continue reading

Leczenie depresji fototerapią

Fototerapia, czyli terapia światłem. Polega ona na codziennym kilkudziesięciominutowym naświetlaniu sztucznym światłem w celu usunięcia symptomów depresji. Tak leczy się depresje sezonowe – np. jesienną i zimową.

fototerapia

Leczenie elektryczne polega na umieszczeniu elektrod po obu stronach głowy pacjenta i na krótki okres przesłaniu między nimi prądu elektrycznego. W wyniku tego procesu zachodzą zmiany chemiczne w mózgu, doprowadzając do czasowego ustąpienia symptomów depresji. Te zabiegi stosuje się w krótkim znieczuleniu, by nie były dla pacjenta nieprzyjemne. Metoda ta jest skuteczna w stosunku do 90% depresyjnych pacjentów. Dawna nazwa (elektrowstrząsy) kojarzy się źle większości osób, jednak negatywne skojarzenia nie znajdują oparcia w faktach. Dzisiejsza medycyna wykorzystuje tylko metody bezpieczne dla pacjenta, których działania niepożądane są daleko mniej znaczące od pozytywnych skutków, jakie przynoszą.

Czasem, zwłaszcza przy ciężkich postaciach depresji, niezbędne jest leczenie szpitalne. W warunkach oddziału obserwuje się pacjenta, podaje leki, kontroluje wyniki badań laboratoryjnych, prowadzi się psychoterapię indywidualną i grupową, chroni się pacjenta np. przed próbą odebrania sobie życia, ustala się najlepsze leki po wyjściu ze szpitala.

Przed leczeniem w szpitalu na oddziale psychiatrycznym często powstrzymuje ludzi wstyd – jednak należy pamiętać o zdrowiu, jako dobru najcenniejszym oraz o tajemnicy lekarskiej. Wszelkie działania lekarza, wszystko co dzieje się w szpitalu i dotyczy pacjenta objęte jest tajemnicą zawodową i otoczenie (poza najbliższą rodziną) nie ma dostępu do wiedzy o pobycie w szpitalu, jeśli się tego nie chce.

Barbara

Fobia społeczna

Cierpiący na depresję przez wiele lat mogą nabawić się fobii społecznej. Osoby takie nie widzą celu w życiu, a krąg ich znajomych jest bardzo ograniczony. Ograniczone życie towarzyskie, lęk przed wyzwaniami i poszukiwanie spokoju prowadzą do wegetacji. Continue reading

Do kogo zgłosić się po pomoc?

Zdrowiem psychicznym zajmują się specjaliści, wyszkoleni w zakresie diagnozowania i leczenia chorób psychicznych i emocjonalnych. Wśród tych osób są lekarze psychiatrzy oraz psychologowie. Psychiatrzy to lekarze i mają prawo przepisywania leków, natomiast psychologowie zajmują się psychoterapią (leczenie przez rozmowę). Continue reading

Depresja jako doskonalenie osobowości

Około 30-50% ludzi cierpiało w swoim życiu na zaburzenia depresyjne, a największe ryzyko ich wystąpienia jest wśród młodych osób. Na tej podstawie lekarze przypuszczają, że depresja jest formą dostosowania, pozwalającą skupić się na rozmyślaniu nad złożonymi problemami swoimi, a także świata. Okazuje się, że ludzie w depresji myślą bardziej analitycznie, a takie objawy depresji jak izolowanie się czy utrata odczuwania przyjemności zmniejszają możliwości rozproszenia uwagi.

profesor Kazimierz Dąbrowski

Depresję jako istotny element rozwoju samoświadomości opisał w 1960 roku polski psycholog kliniczny prof. dr Kazimierz Dąbrowski, autor teorii dezintegracji pozytywnej.

Według teorii profesora Dąbrowskiego depresja jest dezintegracją osobowości, czyli rodzajem jej rozpadu. Chory ma kłopoty z codziennością. Trudności mu sprawia wstanie z łóżka, umycie się, zwykle cierpią na brak apetytu, szukają samotności, mają kłopoty z koncentracją i wiele, wiele innych objawów, które zaburzają funkcjonowanie.

Święty Jan od Krzyża, podobnie jak prof. Dąbrowski, uznawał ten stan umysłu i duszy człowieka za wyjątkowy. Rozpad osobowości, dezintegracja ma służyć „wejściu” w siebie, poznaniu siebie, swoich potrzeb, a nawet talentów. Bywa, że po takich ciemnych stanach duszy człowiek jakby rodzi się na nowo i wiedzie twórcze, szczęśliwe życie.

Dagmara

Uleczyć duszę

To bardzo dziwna choroba, a może to wcale nie choroba, tylko specyficzny, bolesny stan duszy. Działają armie specjalistów, którzy próbują nas uwolnić od depresji: terapeuci, psychoterapeuci, analitycy, psycholodzy, parapsycholodzy, bioenergoterapeuci; zalecane są terapie indywidualne, grupowe, autopsychoterapie, psychoanaliza, terapie zajęciowe, pozytywne afirmacje itd.,itp, oraz farmakologia.
Próbowałam wszystkiego!

modlitwa ma moc

Moja depresja pierwszy raz dała o sobie znać – i to w sposób bardzo gwałtowny – piętnaście lat temu. Nawet zasypianie sprawiało mi trudność, bo walące serce albo nie dało zasnąć, albo budziło mnie. A sen był wtedy moim marzeniem i wyzwoleniem. Na szczęście osiągalnym. Zakopywałam się w łóżku pod kołdrę i to była najbardziej komfortowa dla mnie pozycja życiowa.

Praca, obowiązki domowe – sama myśl o tym wyczerpywała. Strach, niemoc, słabość – to nie opuszczające mnie uczucia. Obsesyjne myślenie, co powinnam dziś zrobić, ile mogłabym zrobić, co uda mi się zrobić i tęsknota za wieczorem, kiedy już dzień się skończy i będzie można schować się w pościeli.

Z zadziwieniem obserwowałam ludzi, którzy aktywnie działali, bawili się, podróżowali, budzili się radośnie rankiem, aby żyć. Po latach zmagania się z moimi stanami duszy i ciała (bóle i zawroty głowy, duszności, bóle w klatce piersiowej i pleców, sztywnienie rąk, nóg, palpitacje, pocenie się i słabość fizyczna, wstręt do jedzenia) przeczytałam gdzieś, że istnieje tak zwana depresja nawykowa, innymi słowy uzależnienie od depresji. Można uzależnić się od komputera, jedzenia lub niejedzenia, od narkotyków, nikotyny, alkoholu, drugiego człowieka a nawet od swojej depresji!

Na czym to polega? Zapewne na tym, że sytuacje trudne, stresowe, gdy coś nie pomyśli, gdy trzeba się nagiąć, to wtedy alkoholik sięga po alkohol, a depresant po depresję. Jest to oświadczenie wszem i wobec: ja sobie z tym nie poradzę, dajcie mi spokój. Depresja jest zatem także, ale przecież nie tylko, ucieczką od życia i wszystkich niedogodności, które ono niesie.

Jest mnóstwo świadectw osób, którym udało się wydostać z depresji, z alkoholizmu, narkomanii, czy innych uzależnień. To daje nadzieję. Ja po kilkunastu latach zmagania się ze stanami depresyjnymi, po wielu lekturach na ten temat, uważam, że wszystkie nasze uzależnienia biorą się z czarnej dziury, która jest w naszej duszy. Dusza krzyczy, woła o pomoc – ona chce żyć, a my nie pozwalamy jej oddychać, gdyż na życie duchowe nie mamy czasu lub nie wiemy, co to takiego jest?

Przełomem w walce z depresją – bo tak śmiało mogę nazwać wszystkie moje próby wydostania się z niej – były pierwsze spotkania z Panem Bogiem. Najpierw poprzez czytanie Nowego Testamentu, który ktoś przyniósł mi do domu. Lektura Nowego Testamentu przynosiła mi ulgę, porządkowała świat. Biblia odpowiadała na wszystkie moje niepokoje. Uwiodła mnie intelektualnie.

W przypowieściach Chrystusa odnajdywałam rozwiązania najtrudniejszych problemów moralnych, międzyludzkich. Co bardzo ciekawe, byłam już po ogromnej ilości lektur z tak zwanej półki psychologicznej. I tu nagle odnajduję książkę napisaną dwa tysiące lat temu, kiedy nie było kina, telewizji, telefonów, komputerów – ludzie żyli przecież w zupełnie innej rzeczywistości. Okazuje się, że mieli te same co my problemy i właśnie Chrystus potrafił im wytłumaczyć, pomóc.

Pomijając moją wiarę w to, czy był rzeczywiście Synem Bożym, wiedziałam, że Chrystus był najgenialniejszym, najgłębszym ze znanych mi psychologów. Filozofia chrześcijańska odpowiedziała mi na wszystko, co było dla mnie trudne do zrozumienia. Ale te odpowiedzi nakładały na mnie ogromny wysiłek zmiany siebie, zmiany widzenia innych ludzi, obowiązek przebaczania największym oprawcom.

Kolejnym spotkaniem z Panem Bogiem były rozmowy, a potem długie spowiedzi. A spowiedzi były dramatyczne, pełne żalu, rozpaczy, łez. Po czterdziestu latach wędrowania po świecie ze światopoglądem ateistycznym nazbierało się grzechów! Mój ksiądz udzielając mi rozgrzeszenia zawsze dodawał: Pan Bóg bardzo cię kocha. To zdanie wywoływało w mej duszy nieufność, wzruszenie, w reszcie miłość i spokój.

Wiara jest łaską. Ci, którzy jej doznają są wielkimi szczęściarzami. Dzisiaj wiem, że bez modlitwy, rozmów z Panem Bogiem, czytania Pisma Świętego niewiele rozumiałabym z tego, co się wydarzyło i wydarza w moim życiu. Dzięki spotkaniom z ludźmi wierzącymi pojęłam słowo: pokora. Potem zobaczyłam, ile we mnie jest pychy. Bardzo trudno poradzić sobie z pychą, która pcha nas do życia według własnego planu, własnych oczekiwań i ambicji.

Pokora znaczy dziś dla mnie dziękowanie Panu Bogu za rzeczy, które mi się nie udały. To bardzo trudne, równie trudne jak przebaczanie tym, którzy nas skrzywdzili.

Święty Paweł w Drugim Liście do Koryntian tak pisze: Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy. Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, prześladowaniach uciskach z powodu
Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. Oszalałem, a wyście mnie do tego zmusili. To wy powinniście wyrażać mi uznanie. W niczym przecież nie byłe mniejszy od „wielkich apostołów”, chociaż jestem niczym
.

Święty Paweł jest mi wyjątkowo bliski. On też był wielkim grzesznikiem, zwalczał okrutnie chrześcijan, do dnia, kiedy Pan Bóg upomniał się o niego. Jego życie, podobnie jak świętego Augustyna, miało dwa rozdziały: pierwszy bez Boga, drugi dla Boga. Pozostawili świadectwa poruszające, bo możemy do nich się porównać, zwłaszcza do pierwszych bezbożnych rozdziałów.

Dagmara